banner
TEXT

DARIUSZ MILIŃSKI - 40 LAT PRACY TWÓRCZEJ [684 odsłon]

wystawa malarstwa

Dariusz Miliński

Wernisaż   05.05.2011

Wystawa otwarta od 05.05do  31.05

Dariusz Miliński - urodzony 10 lipca 1957 roku w Cieplicach. Malarz, poeta, aktor, inspirator wielu akcji artystycznych, animator kultury. Z zawodu jest artystą plastykiem. Jest autorem ponad 200 wystaw inddywidualnych, uczestniczył w około 100 zbiorowych pokazach sztuki w Polsce, a także za granicą, m.in. we Francji, Niemczech  w USA. Jego prace znajdują się w zbiorach prywatnych i państwowych w kraju i za granicą. Brał udział w kilkunastu heppeningach artystycznych i plenerach. Jest założycielem Grupy Plastycznej "Pławna 9" (95 r.) i autorem sześciu spektakli ulicznych. Mieszka i pracuje w stworzonej przez siebie wiosce artystycznej u podnóża Gór Izerskich, niezwykłym miejscu sztuki i różnorodnych działań artystycznych.   

Dariusz Miliński - Malarz Śląskich Legend

    Odwiedźmy artystę, który bardzo niekonwencjonalnie zajmuje się propagowaniem kultury na Śląsku. Jest twórcą, reżyserem i aktorem teatru ulicznego, do którego zmobilizował nie dość, że własną rodzinę, ale także ludzi z wioski. Dariusz Miliński to jednak przede wszystkim malarz śląskich baśni i legend.   
    Dziś Miliński inspiruje sztuką okolicznych mieszkańców, zwłaszcza młodzież, dla której urządza warsztaty. Jego zagroda w Pławnej (założył Grupę Plastyczną „Pławna 9") jest ważnym, promieniującym na okolicę ośrodkiem kultury, nie tylko ludowej. Ma charyzmę, gdyż gromadzą się wokół niego różni, „porąbani" przez los ludzie, którzy odradzają się tutaj przez sztukę. Każdy, kto chce tworzyć, ma tu swoje miejsce. (Elżbieta Dzikowska)

Artysta o sobie: 
        Jestem żołędziowo - kasztanowym ludkiem, mieszkającym sobie w dziupli, wybudowanej własną energią, własną fantazją, sposobem. Dziupla jest moim światem, moją przyjemnością. Moja rodzina, wszystko - jest w tej dziupli. Jestem sobie ludkiem takim, który coś tam sobie uprawia, drapie w ziemi - często na płótnie, ale bez jakiegoś takiego apetytu na powagę świata.


POLSKO OJCZYZNO MOJA

POLSKO OJCZYZNO MOJA
GDZIEŚ TY
BŁĄKAMY SIĘ JAK BŁĄKI
ZDYSZANI, RZADKO Z TWOJEJ PRZYCZYNY
ZAŁATWIAMY TYLKO SWOJE SPRAWY
PRZYKLEJAMY ZNAKI INWALIDZTWA NA SZYBACH
ZDROWO PROWADZONYCH POJAZDÓW
PODSKAKUJĄC ODRYWAMY SIĘ OD ZIEMI
NA KILKA SEKUND
I BĘC
CZY TO JEST LATANIE
NOCĄ ŚWIECIMY JAK
ROBACZKI ŚWIĘTOJAŃSKIE
JEDEN ZA DRUGIM
ODWRACAMY SIĘ NA SPLUNIĘCIE
I DŹWIĘK MONET
ROZMAWIAĆ POTRAFIMY
DO PIERWSZEGO PAWIA
PO NIM JEST JUŻ TYLKO AGRESJA
OBWINIAMY WSZYSTKICH ZA SWÓJ SMUTEK
CZĘSTO CIĘŻARNĄ KOBIETĘ ZA JEJ
BRAK URODY
BUDUJEMY KRASNOLUDKOWE METROPOLIE
NA ZAKŁADOWYCH DZIAŁKACH
SNY O FORTUNIE - ROZMARZENI
SADZIMY JAK CEBULĘ
POMĘDZY PRZEROŚNIĘTĄ DUMĄ
A KWITNĄCĄ MAGNOLIĄ

Dariusz Miliński
Pławna, październik 1996 r.


Pieta Dariusza Milińskiego, którą zobaczyłem w jednej z galerii, tak mnie zafascynowała swoją malarską scenerią, skłaniając mnie jednocześnie do poznania Jego twórczości, intrygującej, by określić ową rzeczywistość tworzonego obrazu przez rytmy określające formę, kompozycję, kolor, osadzone w budowie obrazu. Twórczość Darka dotyka naszą, czasami wręcz prozaiczną rzeczywistość odsłaniając sceny w zależności od sytuacji, czy szaleństw autora (o których sam mówi) dzięki którym powstają Jego obrazy. Malarstwo artysty utrzymane jest w konwencji realizmu, będącego zarazem uwielbieniem dla człowieka i prostoty, owianą nutą nastrojowości, przepełnionych podziwem i szacunkiem autora dla ludzi ubogich, szczerych, wrażliwych, przedstawiając ich świat w malarskiej projekcji, ukazując piękno ludzkich zdarzeń, wzruszeń, czy tęsknot do świata przemijającego, nadając obrazom szczególnego klimatu, a pozorna w nich ironia jest sekwencją ludzkich zdarzeń, czy sytuacji, ujawniając zakamarki ludzkiej fantazyjności, będącej skarbnicą człowieczej egzystencji. Myślę, że twórczość Dariusza Milińskiego ujmuje swoją czytelnością jak i specyficzną estetyką, a pozorna brzydota w Jego malarstwie jest urodą, nadając w ten sposób indywidualny  i niepowtarzalny charakter twórczy, określając jednocześnie Jego osobowość i styl. (Marek Sobaciński)

(...) Bynajmniej nie w tym rzecz, iż obrazy jego to jakieś niepoczytalne szaleństwo uwzniośla wszystkich możliwych detali świata. Nie. Tu chodzi o to, źe zobaczyć planetę w detalu, to zgodzić się na pełną samoistość detalu. To przyjąć jego tajemnicę, to pojąć swą wobec niego bezradność, to wreszcie - spojrzeć nań z pokorą i bez złudzeń, czyli jak na coś identycznie kruchego, skończonego i chwilowego jak ty. Patrzę na białe pióra  w "Piecie" rozrzucone na szachownicy podłogi. Patrzę na godne pinokia nosy wiejskich bab i łaty na portkach fruwającegomalarza na płótnie "Urwany z księżyca". Patrzę na ogromne jabłko w "Adamie i Ewie"; na płatki bajecznych kwiatków, co się z piersi dobrodusznego diabła w "Fałszywej wieczorynce" wysypują; na styliska łopat i kartoflane grudy ziemi na obrazie "Dziura"; na złociste palce wieśniaczki w "Romantycznej historii"; na włóczkowe motki w "Słodkiej chwili"; na cegły, co w "Odejściu w samą porę" wystają spod gnijącego tynku; na klucz, co go w "Oświadczynach" młoda kobietka podaje przez okno; na dzioby ptako - ludzi na obrazie "Poszukiwanie nowego świata"  i na rozwiązane sznorówki lunatycznego siewcy na płótnie pod takim właśnie tytułem. Patrzę wreszcie na wszystkie ramy, które w istocie nie są żadnymi ramami, nie są końcem obrazów, bo są ich dalszym ciągiem, kolejnymi, zaklętymi w falujących słojach drzewach, rozdziałami historii milczącej, co ją Miliński pędzlem i farbami wcześniej opowiadać zaczął. Śledzę opowieść, co się na podszewce świata snuje, co się sama kleci z kruchych opowieści światów detalicznych.
   
    Czytam rozdziały malowanej baśni Milińskiego, przyglądam się obrazom i mam nieusuwalną pewność, że gdybym do płócień podszedł  i dotknął ich, to bym pod palcami poczuł skórę czegoś żywego. Wyczułbym tętno tego czegoś, jego ciepłotę, miękkość i dreszcz. Zlizałbym krople potu. Wywąchałbym zapach ciała. Sensualność dzieł Milińskiego jest niebywała, przy czym nie o żaden tani realizm, albo, nie daj Bóg, wręcz fotograficzny naturalizm tutaj chodzi. Sensualność ta jest literackością, zaklętą w bajecznych kadrach obrazów. Trzeba do nich z kartką i piórem podchodzić, trzeba te malarskie metafory, te tańce kształtów, kolorów i statycznych anegdot-samemu sobie na słowa swoje intymne tłumaczyć. Nie inaczej, gdyż zobaczyć, jak Miliński, całą planetę w byle detalu, to w istocie odkryć w detalu iście Mannowskiego Ducha Opowieści. To pozwolić mówić Duchowi detalicznej opowiastki. I chcieć go wysłuchać do końca.

   
    (...) Dariusz Miliński powiada: "Zasypiam po to, żeby się obudzić." Ani słowa o snach, ani pół zdania o cudownościach z innego świata, o tej fantastyczności, co z jakichś nieludzko alchemicznych księstw nocy przybywa i mami mgłą potwornie obcą. Miliński się budzi, by widzieć ostro i bez złudzęń, ale w zachwyceniu. Podnosi powieki, by dostrzec najkruchszy detal tego, co jest bo to, co jest tu i teraz, to przecież wszystko, co jest. Miliński - sybaryta oka. Miliński - obżartuch barw, odcieni i kształtów. Miliński-totalny pijak, który dzień w dzień w trupa się zalewa światem, co za oknem sterczy. Miliński budzi się o brzasku, wstaje i robi obchód. Dzień w dzień rusza w podróż dokoła dnia swego pozornie bylejakiego. Ile planet na sobie dźwiga? W ile dokoła dnia jest to wędrowanie? W osiemdziesiąt? W sto osiemdziesiąt? A może jest to podróż w bezlik światów dokoła dnia?
   
    Gdybym się - ja, fundamentalny grafoman rysowania - na niedopuszczalne szczyty brawury wzniósł i portret Milińskiego malował, to Miliński w dziele mym wyglądałby jak monstrualna choinka, doszczętnie obwieszona bombkami planet kruchych i rajsko kolorowych. W jego brodzie średniowiecznego mnicha, w jego długich włosach,dyndałby świat traw i świat mrówek sunących przez trawy, świat motyli, świat biedronek, świat liści i świat ptaków w liściach, świat nitki, którą żona przyszywała guzik, świat guzika i świat łyżki, radośnie stukający o świat szklanki. Z ramion zwisałyby mu światy większe. Planeta drzewa, planeta kury, planeta wozu, planeta domu, skrzypiąca planeta drzwi. Na piersiach, gdzieś w okolicach mostka, jasna planeta żony, a po bokach, pomiędzy złotymi światami żyta, jęczmienia owsa i prosa - planetoidy dzieci. Na plecach świat wielkich przestrzeni, świat pustych perspektyw i ogromna planeta powietrza. W prawej dłoni planeta księżyca, w lewej - planeta słońca. I inne, nieprzeliczone światy, do innych punktów na ciele Milińskego przyczepione. Klamki, śrubki, sznurki, sznurówki, kamyk, cień na szybie, kropla mleka, rzęsa, łza, uśmiech, ogon psa, ziarno piasku, pył, byle co, prawie nic, nic wszystko. I idzie tak sobie w mym obrazie Miliński - dzwoniący planetami golem międzyplanetarny kroczy dokoła tak samo planetami dzwoniącego dnia swojego. Tak właśnie jest, bo  w istocie tu, na ziemi, planet nie bylejakich ma się tylke, ile się w dniu swoim, pozornie bylejakim, chce ich zobaczyć. Miliński chce - Miliński widzi. (Paweł Głowacki „Duch detalicznych opowiastek", listopad 2002 r.)



zaloguj

stałe formy pracy galeria promocje kalendarium iprez festiwale konkursy foto archiwum kontakt Teatr Maska scena profesjonalna ODk usługi ODK galeria hall strona główna